Nie ma sytuacji bez wyjścia

Źle rozpoczęła się dla nas runda wiosenna. Po remisie w Świeciu nadeszła klęska na NSR z GKS Przodkowo. Tak wysoko (0:3) u siebie nie przegraliśmy od sierpnia 2013 r. i meczu z Bałtykiem Koszalin.

Ciekawostka - kto łączy te dwa spotkania? Kewin Wesołowski po naszej stronie oraz urodzony w Koszalinie Łukasz Duszkiewicz, który wrócił do składu rywali z powodu absencji... wypożyczonego z Bałtyku Arkadiusza Proeny.

O meczu na bieżąco pisaliśmy na twitterze, wiadomo więc, że Marcin Martyniuk zdecydował się dokonać rewolucyjnych zmian w składzie i taktyce, bo jak inaczej określić wymianę 6 ogniw i ustawienie 4-3-3. Zobaczyliśmy dwóch kolejnych debiutantów, Szymona Sadowskiego i Grzegorza Gulczyńskiego. Debiutanci ze Świecia (Atanacković i Pohranichnyi) usiedli na ławce rezerwowych. Ofensywne ustawienie nie przyniosło pożądanych efektów.
Niezmiennie dręczy nas zmora pierwszych połów na NSR (to był 10. mecz w sezonie na "plastikonie" i wciąż pozostajemy z jednym golem do 45 minuty), nie potrafimy przejąć kontroli nad wydarzeniami, męczymy się atakiem pozycyjnym, źle wykonujemy rzuty wolne i rogi (to był nasz atut przez dłuższy czas). Nie dość tego, że na gola innego niż z rzutu karnego czekamy od 481 minut, popełniamy błędy w grze defensywnej.
Jak w meczu z Wdą, dwa gole padły po stałych fragmentach, czyli wróciły stare demony, przecież na pewien czas spacyfikowane. O ile świetnemu uderzeniu Mateusza Łuczaka trudno było zapobiec, o tyle można było ustrzec się błędu przy bramce na 0:1. Trafienie Łukasza Stasiaka w doliczonym czasie to konsekwencja podjętego ryzyka, lecz i tak widok mierzącego 199 cm 30-latka biegnącego z piłką ponad 50 m skłaniał do pytania, gdzie byli młodsi bałtykowcy.

Czołówka ligi odskoczyła, ale do mety sezonu daleko. Dziś martwi gra i zła passa w meczach domowych. To już czwarta porażka w sezonie, czwarta w pięciu ostatnich meczach! Dla piłkarzy i kibiców to przygnębiająca statystyka. Bez punktów zdobywanych na własnym terenie bardzo trudno o sukces, jeśli w ogóle. Dość powiedzieć, że przed zapaścią, która zaczęła się od wpadki z Vinetą, poprzednie 4 porażki przy ul. Górskiego przydarzyły nam się na dystansie prawie 3 lat i 47 meczów.
Trzeba to przetrwać, przełamać się i wrócić do zwycięstw. Czekamy na nie od 5:1 w Chwaszczynie. To paradoks - Bałtyk od tamtej pory zdobył 3 punkty na 15 możliwych, KSCh - 9 na 12. Wszystko da się odkręcić. Trzeba tylko bardzo chcieć.
powrót do listy artykułów