Liga wielu możliwości

Od remisu 2:2 (2:2) na stadionie w Świeciu rozpoczęła się dla nas piłkarska wiosna. Mogło być lepiej (gdyby w 93 min Łukasz Zapała nie wybronił przewrotki Filipa Sosnowskiego), ale nie da się uciec od wniosku, że równie dobrze Wda mogła zostawić nas bez punktu.
W naszej lidze wszystko jest możliwe, sobota przypomniała o tym dobitnie. Bogaty ten, kto trafia u buka. Jeśli w Jarocinie się uprą, to kto odmówi Jarocie - nieważne, że ósmej w tabeli - szans na awans? 

Dla Wdy to szósty mecz bez porażki, dla nas - czwarty bez zwycięstwa. Traciliśmy gole po dośrodkowaniach z narożnika boiska. Najpierw do naszej bramki trafił głową Dawid Retlewski (w sierpniu na NSR też strzelił na 1:0), a potem Patryk Kiełpiński z bliska dobił piłkę wślizgiem po obronie Marcina Matysiaka. Oj, gnębili naszą defensywę gospodarze całą masą rzutów rożnych.
Piłkarzom nie grało się łatwo. Wiatr, deszcz, grząskie boisko. Do przerwy trudno było zgadnąć, w którą stronę przechyli się szala, po zmianie stron lepsze wrażenie sprawiali miejscowi. Matysiak zaliczył sporo ważnych interwencji. Antidotum na to miało być wejście Sosnowskiego, wzmocnienie środka pola i przejście Tomasza Bejuka na prawą pomoc (Marcin Martyniuk wrócił do 4-4-2 po wprowadzeniu Mateusza Kuzimskiego).

Sami, a konkretnie Wojciech Zyska (foto), trafialiśmy do bramki Zapały, gdy sędzia wskazywał na "wapno" po faulach na Krzysztofie Rzepie, najskuteczniejszym bałtykowcu w okresie zimowych sparingów. Rok temu w Koszalinie - także podczas wiosennej premiery - arbiter nie widział faulu na nim w polu karnym, a przecież Krzysiek okupił atak przeciwnika kilkumiesięczną rehabilitacją. Dzis miał więcej szczęścia, oczywiście, jeśli zapomnimy, że czwartą żółtą kartką w sezonie wykluczył się z następnej gry.
Po raz drugi zdarzyło się, że Zyska wykonywał w meczu dwie "jedenastki" (półtora roku temu z rezerwami Pogoni). Tym razem Wojtek - mimo bardziej wymagających okoliczności - wytrzymał podwójną próbę nerwów. To jego gole nr 14 i 15 dla Bałtyku (w tym 8 z rzutów karnych). Nie było w SKS tak skutecznego pomocnika od czasu Wojciecha Pięty. A propos karnych, niepokojąco wygląda statystyka strzeleckich dokonań SKS. Od pogromu KSCh (5:1) skromne trzy gole w ciągu 360 minut, wszystkie z 11 m. Jeśli chcemy liczyć się w walce o awans, temat zdecydowanie i natychmiast do poprawki.
powrót do listy artykułów