Jarocin - nasz drugi dom

1:0, 0:0, 2:1 i ostatnio w czerwcu 3:1 - bilans wyjazdów biało-niebieskich do Jarocina (od 2010 r.) jest dla nas bardzo korzystny. 10 punktów na 12 możliwych, prawie jak w domu. To dobry omen przed kolejnym występem w stolicy polskiego rocka, chociaż jest mała wątpliwość - sobotni mecz odbędzie się na boisku treningowym. Czy to coś zmienia? 
Pierwszy gwizdek o 13:00. 

Na boisku przy ul. Maratońskiej zadbano o trybunę dla kibiców (312 miejsc), więc nie ma obaw, że zagramy w polu. Od października na Stadionie Miejskim w Jarocinie trwa wymiana murawy (plus drenaż i automatyka nawadniania) i na razie tymczasowy plac gry jest dla gospodarzy słodko-gorzki. Wygrywali po 2:0 z Wierzycą i Świtem, ale też polegli z kretesem z Unią (0:6). Klęska z beniaminkiem kosztowała piłkarzy bilety dla wszystkich kibiców na następny mecz ze Świtem (drużyna miała również pokryć koszty organizacji spotkania z liderem). 

Wiosną, mimo porażki z Bałtykiem, Jarota zdobyła tylko punkt mniej od gdynian i finiszowała na 4. miejscu w tabeli. Druga połowa roku w wykonaniu naszych rywali jest dużo słabsza, dlatego najbliższa gra - dla nich ostatnia jesienią - jest bardzo ważna. Zespół, prowadzony od września przez Marcina Woźniaka (w poprzednim sezonie Sokół Kleczew), musi być czujny i szukać punktów, bo nikt dziś nie zgadnia, jak duża może być w czerwcu strefa spadkowa (w tym momencie spadałoby do IV ligi aż pięć klubów). 

Za słabszymi wynikami zapewne stoją ubytki kadrowe. Latem do Warty Poznań odszedł czwarty snajper ligi, Hubert Antkowiak (19 goli). Mateusza Molewskiego (9), drugiego najskuteczniejszego zawodnika Jaroty w sezonie 16/17 oglądają na co dzień kibice w Środzie Wlkp. Filip Szewczyk (6) przeszedł do Górnika Łęczna, Damian Pawlak (4) do Mieszka Gniezno, Michał Grobelny (2) do Warty, Christian Nnamani (1) do Kalisza. Tym sposobem zebraliśmy autorów ponad 70 % goli całego zespołu w poprzednich rozgrywkach. Obecnie najlepszym strzelcem jest Piotr Skokowski. 33-latek strzelił pięć bramek, z czego cztery z 11 m, a piątą z dobitki po obronionym karnym.  

Jeśli pominiemy graczy z minutą spędzoną na boisku (Komendziński, Pędowski) oraz kontuzjowanego Pacyńskiego, trener Woźniak ma do dyspozycji 15 zawodników z pola. Na początku września (1:1 z Elaną) Jarota pojechała do Torunia w czternatu i nie był to wyjątek w tamtym okresie. Swoją drogą rok temu przyjechała do Gdyni w piętnastu i nie przeszkodziło jej to w zwycięstwie. 

Wszystko wskazuje na to, że Sebastian Letniowski nie będzie miał kłopotu z zebraniem 18 zawodników. Gdynianie wyruszają do Wielkopolski w piątek. Dla nas to też ważna gra. Co prawda szanse na tytuł mistrza jesieni zmalały, jednak w zasięgu pozostaje druga pozycja na półmetku. Jest o co się bić. 

powrót do listy artykułów